Co to znaczy wierzyć w Boga?

Rozmowa z ks. Maciejem Zacharą MIC

 
Ks. Maciej Zachara, ur. 1966, marianin. Ukończył specjalistyczne studia liturgiczne w Papieskiej Akademii św. Anzelma w Rzymie. W latach 2000-2010 był wykładowcą w Wyższym Seminarium Duchownym Księży Marianów w Lublinie, obecnie jest ojcem duchownym, ponadto wykłada teologię liturgii w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie. Autor artykułów, głównie na tematy liturgiczne, publikowanych w czasopismach naukowych i popularnych. Jest prezbiterem jednej ze wspólnot neokatechumenalnych w Lublinie.
 

Ks. Jan M. Rokosz: -  Czym  jest wiara? Co w praktyce oznacza wierzyć w Boga?
Ks. M. Zachara: - Może powiedzmy najpierw, czym wiara nie jest, żeby wyjaśnić częste nieporozumienie. Wiara nie jest samym tylko uznaniem istnienia Boga. Jak czytamy w Liście św. Jakuba: „Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz – lecz także i złe duchy wierzą i drżą” (Jk 2,19). Nie wystarczy też rozumowa zgoda na dogmaty katolickie, choć jest to oczywiście konieczne. Wiara chrześcijańska to nie tyle wiara w Boga, ile raczej wiara Bogu. Pismo św. nazywa ojcem wiary Abrahama, który usłyszał głos Boga i poszedł za nim w zaufaniu w nieznane, ryzykując swoje życie. Matką naszej wiary jest Maryja, nazwana przez Elżbietę błogosławioną, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane przez Pana (zob. Łk 1,45). A co to oznacza w praktyce? Właśnie w jednym z tygodników przeczytałem artykuł o żyjącej jeszcze matce bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Ta kobieta, która przeżyła przecież nieprawdopodobny ból śmieci syna i musiała oglądać jego zmasakrowane ciało, mówi dzisiaj, że jej życie jest dobre i że ma spokój w duszy, bo wszystko przyjmuje z ręki Boga, i radość, i cierpienie. To właśnie jest wiara w praktyce. Wewnętrzna pewność, że moje życie jest prowadzone przez Boga i za wszystkim stoi Jego miłość. Taka niewidzialna, ale prawdziwa lina, łącząca z Chrystusem i przenikająca barierę śmierci, ponieważ Chrystus zmartwychwstały zwyciężył śmierć.
  
- Jeśli Bóg jest miłością i daje nam życie wieczne, to dlaczego tak wiele osób nie wierzy w Boga i odrzuca nauczanie Kościoła? Jakie są przyczyny i źródła niewiary? 
- Ta lina, o której powiedziałem, pękła w raju, kiedy człowiek, zwiedziony przez diabła, postanowił sam zostać panem swego życia – to właśnie oznacza biblijny obraz zerwania owocu zakazanego. Od tego momentu człowiek nie widzi w Bogu swego zabezpieczenia, a wręcz przeciwnie, zagrożenie, i jest zmuszony szukać oparcia w innych rzeczach – w posiadaniu, w miłości innych ludzi, prestiżu itd. To jest źródło niewiary. Niewiara zaślepia, ogranicza perspektywę tylko do horyzontu naszego doczesnego życia. Mam tylko to życie, więc muszę je bronić za każdą cenę. Na szczęście Bóg nie zostawia człowieka samego, posłał Chrystusa, który za nas umarł i zmartwychwstał, abyśmy zostali wyrwani z tego przekleństwa życia dla siebie. On sam, zawsze obecny w swoim Kościele, otwiera nam podwoje wiary, ofiarowuje nam tę linę ratunkową. Na naszych oczach widzimy diabelski atak na Kościół, gdzie biorąc za punkt wyjścia rzeczywiste grzechy niektórych ludzi Kościoła, wyolbrzymia się to, usiłuje się wmówić, że Kościół jest do cna zepsuty i niewiarygodny. Cel ataku jest oczywisty – sprawić, by ludzie odwrócili się od wiary i nie przyjęli zbawienia.
 
- Czy można być praktykującym i niewierzącym jednocześnie? Jak wytłumaczyć fakt, że wielu ochrzczonych chodzi do Kościoła, ale ich życie, przynajmniej na tyle, na ile można to zaobserwować, nie różni się od życia niewierzących?
- Oczywiście, można praktykować rozmaite formy religijności i nie być człowiekiem wiary. Dlaczego? Nie ma jednej odpowiedzi, która by wytłumaczyła historię życia każdego człowieka. Ale najczęściej dzieje się tak dlatego, że zabrakło poważnego wtajemniczenia w wiarę. Wiara nie bierze się z powietrza. Jest darem Boga przekazywanym w Kościele, ale nie dzieje się to automatycznie. Pierwszym środowiskiem przekazu wiary jest rodzina chrześcijańska, dziś coraz bardziej zagrożona. Nieodzowna jest wspólnota parafialna, często anonimowa i niedająca oparcia w wierze. Jeśli ktoś w rodzinie otrzymał tylko wdrożenie w formy religijnej tradycji, a ze strony Kościoła dostał tylko szkolną katechezę, kończącą się na progu dorosłości, nie miał szansy na wychowanie w wierze.
 
- W czym więc tkwią istotne różnice między chrześcijanami i niewierzącymi? Jakie postawy winny charakteryzować chrześcijan?
- Powiedzmy od razu jasno, że chrześcijanie nie są z natury jakimiś innymi, lepszymi ludźmi od niechrześcijan. Doświadczenie chrześcijańskie zaczyna się wtedy, kiedy mogę za św. Pawłem powtórzyć: „Nauka to zasługująca na wiarę, że Jezus Chrystus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których pierwszy jestem ja” (por. 1 Tm 1,15). Wiara to przyjęcie darmowej miłości Boga do grzesznika, ofiarowanej mi w Chrystusie. To zmienia moje spojrzenie na innych ludzi, zaczynam być zdolny do nowej miłości, która nie dzieli ludzi na „dobrych i „złych”, staję się zdolny do przebaczania nawet autentycznych świństw, które ktoś mi wyrządza, ponieważ sam jestem tym, komu wiele Bóg przebaczył i przebacza nadal. Właśnie ta miłość, która ma swoje źródło w Chrystusie i zdolność do komunii, jedności z innymi, to są najważniejsze postawy chrześcijańskie. Nieodłączna od tego jest postawa przyjmowania swojego życia takim, jakim ono jest, także z cierpieniem i bólem, postawa wdzięczności wobec Boga za wszystko.
 
- W Polsce prawie wszyscy otrzymują chrzest św. Zdecydowana większość dzieci przyjmuje I Komunię św. i uczęszcza na katechezę. Z upływem lat wiele osób traci wiarę i odchodzi od Kościoła. Czy ziarno wiary złożone w nas na chrzcie św. nie wystarcza? 
- Porównanie daru wiary do ziarna jest bardzo trafne. Oczywiście, że nie wystarczy, tak jak nie wystarczy samo złożenie ziarna w ziemi, żeby coś zniego wyrosło. Chrzest to bardzo poważne wydarzenie, obawiam się, że wielu rodziców nie zdaje sobie z tego sprawy. Czytałem jakiś czas temu w Internecie wpis jednej blogerki, która pisała o chrzcie swego dziecka; zaczęła zdaniem pozornie szokującym (cytuję z pamięci): „Dziś skazałam nasze dziecko na śmierć”. Rozwinęła to dalej, pisząc, że jej dziecko w chrzcie zostało zanurzone w śmierci Chrystusa, żeby mieć udział w Jego nowym życiu i że będzie musiało uczyć się tracić swoje życie z Chrystusem, umierać dla grzechu, dla życia dla siebie, dla gromadzenia dóbr, polegania na uczuciach innych ludzi, po to, by otrzymywać coś nieskończenie większego: miłość Boga, która się nie kończy nigdy. Jestem przekonany, że dziecko tej blogerki ma wielką szansę być dobrą „ziemią” dla ziarna wiary. A jest tragiczne, jeśli sprawujemy chrzest, owszem, jako pewien rytuał religijny, ale w ogóle nie myśląc, co on oznacza i jakie ma konsekwencje.
 
- A jaka jest różnica miedzy wiarą i religijnością? Czy ktoś może być religijny i nie mieć wiary? 
- Wszystko zależy od tego, w jakim sensie mówimy o religijności. Najczęściej jako religijność rozumiemy przekonanie o istnieniu Boga i wykonywanie religijnych praktyk. I wtedy może istnieć cała przepaść między religijnością i wiarą. Mogę np. uczestniczyć w Eucharystii i traktować ją jako moją czynność pobożną, której spełnienie gwarantuje mi Boże błogosławieństwo w moich życiowych planach, zachowanie od cierpienia itd. Taka religijność jest od wiary bardzo odległa. Eucharystia to objawienie miłości Boga, która przychodzi do mnie przez krzyż i zmartwychwstanie Chrystusa. Ona uczy mnie przyjmować krzyż mojego życia, a nie uciekać od niego. Czasem nasze życzenia, które sobie składamy przy różnych okazjach to popis religijności, która z wiarą nie ma nic wspólnego, np. „niech Pan Bóg daje ci zdrowie, bo zdrowie jest najważniejsze, i żadnych kłopotów, samych słonecznych dni…”. Przykro mi bardzo, z Ewangelii nic takiego nie wynika. Najważniejsza jest miłość Boga, a nie zdrowie i pieniądze. Jeśli tracę Boga, tracę tak naprawdę wszystko; wszystko staje się bezsensowne, zdrowie i bogactwo też.
 
- Co mamy robić, aby chrzest św., który otrzymaliśmy, wydał w nas owoce? 
- Mówiąc najkrócej, żyć świadomie we wspólnocie Kościoła, przyjmując cały czas jako pokarm słowo Boże i sakramenty. Życie chrześcijańskie buduje się na słowie Bożym, liturgii i wspólnocie Kościoła.
 
- Dziękuję za rozmowę.